Kto jeszcze pamięta czasy kiedy klawiaturę maszyny do pisania zastąpiła klawiatura komputera, kartkę – edytor tekstu, a papierowe rejestry w księgowości – arkusze kalkulacyjne? Był też Clippy – Pan Spinacz, czyli wirtualny asystent, służący zawsze wskazówkami, by ułatwić nam pracę z tymi narzędziami. Dziś Clippy’ego zastąpiły nieporównywalnie bardziej zaawansowane modele językowe – najlepiej znane nam obecnie oblicze sztucznej inteligencji.
Popularne LLMy (duże modele językowe) umożliwiają nam tworzenie własnych agentów – zaawansowanych wirtualnych asystentów, którzy w mgnieniu oka zajmą się analizą, planowaniem, opracowaniem i przygotowaniem zleconych przez nas zadań. Na pierwszy rzut oka wygląda to wspaniale, jednak aby tak zaawansowana współpraca z owymi agentami była możliwa, musimy udostępnić im najpierw mnóstwo danych i dokumentów oraz osobistych wirtualnych narzędzi. Tu pojawia się więc pytanie jak zapewnić sobie maksymalne bezpieczeństwo.
Dane – pokarm AI
Sztuczna inteligencja karmi się danymi, na tym właśnie polega trenowanie jej modeli. To dzięki ich analizie jest w stanie odpowiadać na nasze pytania lub wypełniać powierzone jej przez nas zadania. W praktyce oznacza to, że gdy korzystamy z pomocy powszechnie dostępnych czatów AI w naszej pracy, na ich serwery trafiają umowy, faktury czy inne wewnętrzne dokumenty naszej firmy. Podobnie jest z tysiącami innych małych i większych przedsiębiorstw, które usprawniają w ten sposób swoje codzienne działania.
Od X do Y
Nie idziemy tu w żaden sposób w kierunku teorii spiskowej i nie zamierzamy nikogo niniejszym tekstem straszyć – zakładamy, że deklarowane przez twórców i dostawców modeli AI zabezpieczenia przed wyciekami informacji są w pełni sprawne i w bardzo dużym stopniu skuteczne. Wiemy jednak, że LLMy działają w oparciu o prompty – pytania lub polecania użytkownika, którym w praktyce może być każdy, kto ma dostęp do Internetu. Jeśli zatem użytkownik X wymyśli odpowiedni prompt (zada odpowiednio sformułowane pytanie), przypadkowo lub celowo może uzyskać odpowiedź zawierającą jakieś informacje z danych udostępnionych wcześniej przez użytkownika Y. Nie musi tak być, ale nie jest to niemożliwe. Sztuczna inteligencja może bowiem uznać w całkiem „maszynowy” sposób, że w swojej odpowiedzi nie przekroczyła granicy prywatności lub poufności, nawet gdy tak się stanie.
Rozwiązanie
Jeśli nie możemy lub po prostu nie chcemy ryzykować takiego wypadku, najlepszym rozwiązaniem jest własny model AI. Możliwe, ale przecież to bardzo… Skomplikowane? Drogie? Praktycznie poza zasięgiem? Choć w pierwszej chwili możemy dać się zwieść takiemu wrażeniu, nie jest to prawda. W rzeczywistości jest to dostępny, co ciekawe przystępny i co najważniejsze sprawdzony produkt Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego, które daje użytkownikom nie tylko gwarancję bezpieczeństwa, ale także gamę możliwości niedostępnych w wielu popularnych usługach AI, które są w Internecie na wyciągnięcie ręki.
Zacznijmy od bezpieczeństwa
Pierwszym argumentem przemawiającym za rozwiązaniem PCSS jest fakt, że ten model AI będzie działał w Polsce – na serwerach, które fizycznie znajdują się w dwóch lokalnych centrach danych w Poznaniu. Wiemy zatem gdzie trafiają udostępniane przez nas informacje i możemy mówić w tym przypadku o zamkniętym obiegu danych. Mamy więc gwarancję bezpieczeństwa i szczelny ekosystem, który – co warto podkreślić – jest zgodny z wymogami AI Act.
Mocne argumenty
Pełna kontrola nad danymi to niezwykle ważny argument przemawiający na korzyść rozwiązania oferowanego przez PCSS, jednak z pewnością nie jedyny. Poznańskie Centrum to oczywiście setki udanych międzynarodowych i krajowych, często pionierskich projektów, ponad trzy dekady doświadczenia i dziesiątki doskonale wyszkolonych specjalistów, których ekspercka wiedza, zdolności oraz kreatywność doceniane są na całym świecie. PCSS to jednak nie tylko sprawdzona marka – to także ogromna moc obliczeniowa, „paliwo” AI, którą z jednej strony zapewniają komputery kwantowe, a z drugiej infrastruktura HPC. Nie zapominajmy też, że Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe to pierwsza polska fabryka sztucznej inteligencji – czyli PIAST AI.
Jak to się robi: Od idei do działającego modelu AI
Wszystko zaczyna się oczywiście od audytu potrzeb, by doprecyzować zastosowanie modelu oraz zadania agentów. Kolejnym etapem jest wspomniana wcześniej analiza i przygotowanie danych, na których opierać się będzie praca naszej sztucznej inteligencji. Gdy jest on już zakończony, przychodzi czas na wybór oraz implementację modeli językowych, które najlepiej spełnią nasze oczekiwania. Teraz wszystko musi zostać odpowiednio zintegrowane i przetestowane, by przejść do kluczowej fazy, jaką jest trenowanie naszego modelu AI, po którym jest on już gotowy do pracy dla nas. PCSS zapewnia też utrzymanie oprogramowania, a dla bardziej wymagających klientów także rozwiązania szyte na miarę. Wszystko zgodnie z założeniem: Twój model, twoje dane – pełna kontrola.
Modele językowe i agenci AI to już nasza teraźniejszość niezależnie od branży. Sztuczna inteligencja pod taką właśnie postacią jest coraz szerzej stosowana na uczelniach, w szpitalach, administracji publicznej, a także w przemyśle i sektorze rolno-spożywczym. Czy możemy zatem czekać z zastosowaniem jej w naszej firmie? Odpowiedź jest dość oczywista, a opcja oferowana przez PCSS daje nam nie tylko pewność jakości i bezpieczeństwa, ale także komfort współpracy z partnerem, który zajmie się wszystkim i stworzy rozwiązanie odpowiadające idealnie na nasze potrzeby.